marzycielką
romantyczką
artystyczną duszą
empatyczną osobą
mam problemy z asertywnością
jestem zbyt dobra dla ludzi
zbyt często kieruję się uczuciami, szczególnie współczuciem
po porstu jestem słabą jednostką.
ale w tym świecie nie ma miejsca dla słabych jednostek.
gatunek skazany na wyginięcie.
nie ma prawa egzystencji.
brutalna prawda.
ludzi chuj obchodzi twoje życie.
dlatego nie mogę się przejmować tym, co ludzie myślą.
oni za mnie życia nie przeżyją.
trzeba się zmienić.
być silnym, ukrywać słabości, być solidnym, perfekcyjnym.
wierzyć w siebie, iść śmiało przez życie.
nie poddawać się.
utwierdzać się w przekonaniu, że jestem najlepsza i wszystko mogę.
w najstarszej europejskiej monarchii
wtorek, 27.września.2011, 21:41dziś mija równo miesiąc odkąd tu jestem.
tego dnia także pożegnałam mojego mężczyznę na lotnisku.
przyleciał tu. mieszkał ze mną.
10 dni.
przez ten cały czas mogłabym być z nim blisko.
dotykać go.
całować.
kochać się z nim.
właśnie - seks.
robiliśmy to w każdym możliwym miejscu mojego nowego mieszknia.
łazienka.
prysznic.
pokój.
salon.
garderoba.
blat w kuchni.
pokój litweskich rosjan.
miłość fizyczna to jedno.
poznaliśmy się przez przypadek.
spotkaliśmy się po 2 latach przez jeszcze większy przypadek.
spędziliśmy trochę szczęśliwych dni razem.
aż wreszcie powiedział mi te 2 słowa,
których nie mówi się byle komu
czy też z błahego powodu.
Dwie zlepki liter sprawiły
że czuję się kochana.
Czuję się kochana.
czuję się Kochana.
czuję, że kocham.
.
mam to w dupie.
nie myślę teraz racjonalnie.
leśnoctwo na Uniwersytecie Przyrodniczym wita.
a tak naprawdę fashion design na Teko w Danii.
poznałam mężczyznę, który sprawia, że jestem szczęśliwa.
akurat w tym momencie.
właśnie gdy zostało mi 1,5 miesiąca życia w Polsce.
będzie co ma być.
żyję.
pożądam.
pragnę.
uśmiecham się.
odczuwam szczęście.
kieruję, nie puszczam steru z rąk.
Zapomnieć się tak jak nigdy bez reszty
nie liczy sie nic - jesteśmy na tak.
Zabierz mnie stąd ulećmy namiętnie
Spokojnie nie usłyszy nikt, spokojnie całe miasto śpi
Wszystko na temat: tylko tu i teraz, jutra nie ma.
To jest jedyna taka noc, nikt nas nie znajdzie - nie mów stop
Ukryje nas mrok, do zapomnienia jeden krok,
Nasze myśli nie są czyste - wiem, nasze ciała przyciagają się,
Nim nadejdzie dzień kochajmy się, niech się dzieje co chce
mmm!
Odwlekam podjęcie radykalnej decyzji już od wielu miesięcy.
Boję się odrzucić czegoś, co mogłoby mnie uszczęśliwić.
Czuję, że mam artystyczną duszę i powinnam podążać w tym kierunku.
Drogi są trzy:
.architektura wnętrz
.scenografia
.wzornictwo
Każda interesująca i pociągająca. Każda wymagająca artystycznego zmysłu i smykałki do sztuki.
Początkowo byłam pewna, że wybór jest jasny - scenografia.
Z myślą o tym kierunku chodziłam na zajęcia rysunku i malarstwa.
Ale z czasem zaczęłam rozmyślać nad architekturą wnętrz, wzornictwem, a nawet projektowaniem ubioru. Co do miejsca studiowania: szczytem marzeń byłby Kraków, ale biorę pod uwagę także Wrocław i Poznań. Łódzkim czy Katowickim ASP też nie pogardzę. Ponadto mam ambitny plan złożenia aplikacji na Fashion Design w Danii.
Jestem niezmiernie ciekawa samej siebie.
Moich przyszłych wyborów, dokonań, osiągnięć.
Co zrobię? Jak się przygotuję? Jakie będzie moje nastawienie?
I wreszcie na jaki kierunek i w jakim miejscu wystartuje?
Najcudowniejsze jest to, że za 4 miesiące będę już pewna swojej decyzji startując w egzaminach.
Kilka dni później będę w niebie.
Marzy mi się spędzenie życia w miejscu, gdzie atmosfera jest beztroska, lekka, przyjemna. Gdzie pośpiech i stres nie odgrywa głównej roli.
Myślę o krainie, w której nie zwraca się tyle uwagi na konwenanse społeczne, panuje duża swoboda wyrażania myśli i zachowania. Gdzie artyści tworzą pod boskim natchnieniem, ekspresyjnie wylewając z siebie emocje i odczucia wzgędem otaczającego ich świata.
Chciałabym mieszkać w miejscu, gdzie rzadko gości chłód, panuje tam południowy, gorący klimat, co przecież wpływa na ogólne samopoczucie.
Wydaje mi się, że w takich obszarach ludzie z natury są spokojniejsi, mniej się przejmują drobiazgami i czerpią pełną radość z życia.
Poczułam to wyraźnie będąc na południowej Francji. Od Hiszpani dzieliło mnie wtedy zaledwie kilkanaście kilometrów. Wyczuwałam tam wszechobecny luz, spokój, odprężenie... Mieszkańcy byli uśmiechnięci, spontaniczni i bezpośredni.
Dom będzie niespotykany, łamiący sztampowe założenia architektury. Wprowadzający swą bryłą i urządzeniem optymistyczną aurę a jednocześnie ezoterykę, magiczność, elementy tajemnicy i dzikiego uroku.
Chcę, żeby właśnie tak to wyglądało.
Muszę to osiągnąć,
nie mogę zaprzepaścić czegoś tak osobliwego.
ledwie się zaczęło, a już zaraz skończyło.
studniówka była po prostu fantastyczna, a te 8 godzin minęło jak jedna chwila.
Jednocześnie trochę żal, że to już za nami.
Tyle przygotowań, rozmów, wyborów, a wszystko przeminęło w jeden wieczór.
Można popaść w nostalgię, jeśli pomyśleć, że tak jest i w życiu.
Nasze wysiłki, starania, dążenia, sprawy, którymi dziś żyjemy z perspektywy czasu zszarzeją i stracą na znaczeniu.
W tym momencie staje mi przed oczami obraz mojej babci, która zawsze powtarza mi:
"Oleńko, ciesz się z życia i korzystaj z niego, bo przeleci ono tobie w mgnieniu oka. Czuję jakby to było wczoraj, gdy byłam taką panienką jak ty. Życie mija w zawrotnym tempie".
życie mija, mija, mija... !
a ja stoję
stoję
stoję...
nastał rok 2011.
zeszły był dobry, ten będzie lepszy.
wiem to.
spontaniczność.
i niech tak pozostanie.
Zbyt samotnie się zrobiło.
Brakuje mi jakiejś bratniej duszy,
która odczuwałaby życie tak jak ja.
"If you give me half a chance
I'll prove this to you
I will be patient, kind, faithful and true
To a man who loves music
A man who loves art
Respect's the spirit world
And thinks with his heart
I am ready for love
If you'll take me in your hands
I will learn what you teach
And do the best that I can..."
Dzisiaj piszę notkę jako pełnoletnia kobieta.
Mój pierwszy wpis po 18-stych urodzinach.
Życie upływa szybko, chytrze, bo po cichu i niepostrzeżenie.
Gdy byłam mała marzyłam o tym, by być niezwykłą osobą, artystką, kobietą spełniającą się na wszystkich płaszczyznach damskiej działalności - wyrozumiałą matką, kochającą żoną, zmysłową kochanką. Myślałam wtedy sobie, że chciałabym być szalona, pomysłowa, kreatywna, uduchowiona, pełna inicjatywy i dobrego serca. Po tylu latach wszystkie moje dziecięce postulaty są aktualne i żywe - pragnę do nich dążyć. Co prawda doszło kilka nowych, dojrzałych celów i perspektyw, ale czuję, że moje życie stanowi jakąś całość, że żaden z etapów, mimo ich różnorodności i specyfiki nie jest odrębny, ale zlepia się w jedną syntezującą się historię. Zachowuje ciągłość. Często się gubię, ale prędzej czy później powracam na te same tory. I czuję, że się nie wykoleję, bo właśnie te są odpowiednie dla mojego pociągu. Dopasowane parametrami szerokości, długości szyn, nawet miarowego, wystukiwanego rytmu. Przede mną najważniejsze decyzje i zmiany.
Trzymam się swoich torów.
Za 13 godzin wsiadam w pociąg i odjeżdżam do szalonej krainy, w jaką na te kilka magicznych dni przemienia się Kostrzyn. Uwielbiam Woodstock. Luz, wariactwo, pozytywne nastawienie, tolerancja i niezwykli ludzie!
Tegoroczny będzie wyjątkowy, bo podczas festiwalu wypada moja 18-stka!
Lepszego terminu być nie mogło ;)
Już za chwilę, już niedługo, tylko położę się, zasnę, wstanę, spakuje manaty i pojadę na dworzec.
I ta woodstockowa atmosfera... uwielbiam to!
ekscytujący dreszczyk emocji i głód wrażeńWakacje mojego życia czyli przelot do nieba i to w przyspieszonym tempie.
niedziela, 27.czerwca.2010, 01:43Tegoroczne wakacje zapowiadają się jeszcze cudowniej niż te dwa miesiące w 2009 roku, które i tak były wspaniałe. Zakocham się w sztuce na nowo, bo będę z nią obcować przez ponad miesiąc, jeśli zliczyć wszystkie 'artystyczne' dni wakacji. Uwielbiam to. W niej mogę się zatracać, ją czuję, doświadczam, przemawia do mnie swoim językiem. Jest mi bliska. Zauważyłam, że wśród artystów mogę poczuć się prawdziwie sobą, swobodnie, naturalnie, luźno, bez presji, niezależnie, kreatywnie. Mogę być indywidualną jednostką wyrażającą siebie.
Na dobry początek zapowiada się wystawa prac mojej grupy plastycznej w strasznym dworze. Potem parę dni spędzonych w Kostrzynie i długo wyczekiwany przeze mnie Slot Art Festival - multikolorowość, dziesiątki warsztatów z zakresu filozofii, poezji, plastyki, koncerty, rozwój, sztuka, muzyka, wartościowi ludzie. Pięć dni spędzonych w ruinach zamku, z maksymalną dawką pozytywnych doznań. Tego, co nowe i nieznane, dzięki czemu życie zaczyna pulsować innym rytmem. Wprost nie mogę się doczekać!
Bez ani jednego dnia wytchnienia wyjeżdżam na plener malarski do Cottbus z moją pracownią. Farby, farby, farby: akwarele, olejne, akryle, stos pędzli, zapach terpentyny! Mm...
Tradycyjnie od kilku lat w wakacyjny kalendarz wpisany mam Woodstock. W tym roku wypada on w moje osiemnaste urodziny. Ale pewnie mimo to się wybiorę.
Gwóźdź programu pozostaje na koniec. Dwutygodniowy plener w Anglii, z profesorami ASP, ciężką harówką nad studiowaniem rysunku i malarstwa pejzażu, martwej natury i modela, wykłady z historii sztuki, zwiedzanie galerii i muzeów malarstwa.
Chyba zesikam się ze szczęścia. Te wakacje będą pełne po brzegi tego, co tak wielbię!
Pozostaję mocno wierzyć, że wszystko wypali, nastawić się na chillout i korzystać z życia.
( i tylko przydałby się jeszcze jakiś szalony, ekscentryczny artysta, który otuliłby moje serce przyjaźnią, zaufaniem, miłością. a potem wydobył ze mnie niegrzeczną kobietę ;> )
cóż mi więcej trzeba? ;)
Nigdy wcześniej nikt nie zaczepił mnie na ulicy, łapiąc mnie za ramię i z samorzutnym zdziwieniem w oczach pytając: "Kim jesteś?!" I tak poznałam nowy sposób zawiązywania znajomości ;)
To osobliwe, jeśli znając kogoś 5 minut czujesz się w rozmowie z nim jakbyście znali się kilka ładnych lat. Co więcej, okazuje się, że macie bardzo podobne zainteresowania i lubicie te same rzeczy, muzykę, nastroje i tym podobne.
Od ostatniej notki w końcu udało mi się osiągnąć zamiary w stosunku co do dwójki moich bliskich. Chciałam, by zmienili oni sposób patrzenia na siebie i poznali się od innej strony, bo obydwoje są zajmujący, a każde z nich przed moją ingerencją oceniało drugie niewłaściwie. Dzięki nocce w 'świniarni' udało się. Tydzień później pojechałyśmy z dziewuchami na dni otwarte ASP. Nie muszę chyba opisywać jak było - spróbuj dotknąć swoich percepcji urealnionych w konkretnej przestrzeni- poczujesz to samo.
Gigantyczna majówka rozpoczęła się imprezą urodzinową mojej Agv i Czarnucha. Zabawa była wyśmienita ;p
I wreszcie Wrocław i 3-majówka z 3 najwspanialszymi koncertami, a mianowicie mój pierwszy koncert Ostrego, Hey z Nosowską i East West'ci. Odpały u Igi i rozmowy, rozmowy, rozmowy, dzięki którym czułam się jakbym żyła w jaśminowej mgle.
Ostatnimi czasy sporo rozmyślam nad relacjami między mną a płcią przeciwną. Moje teorie zaczynają zmieniać swój sens i znaczenie pod wpływem osób trzecich. Jest kolorowo, intrygująco, nie trudno o pokusę. Muszę jednak pamiętać, by trwać, żyć, bytować w pojedynkę. Kiedyś oddałam tą swoją pompę do tłoczenia krwi z zastawkami i aortą jednemu mężczyźnie i czuję, że wciąż jeszcze nie mogę wyzbyć się z przeszłości. Dumam, rozpamiętuje, świadomie męcząc się i zadręczając, gdybając "co by było jeśli..." choć dobrze wiem, że nie mam możliwości powrotu. Jestem zbyt niezdecydowana i nie wiem czego naprawdę chcę. A może po prostu taka jest kobieca natura lub takie jest myślenie w młodzieńczym wieku? Chciałabym przekląć powiedzenie "Nigdy nie mów nigdy", ale mój uparty łeb wciąż świdruje w nim dla siebie jakiś upust niesfornych, raniących myśli. Dość o tym!
Mamy maj, mamy cudowność natury, bzy kwitnące i zapach soczystej zieleni. Wszystko kwitnie, rozwija się, kształtuje, rozplatając bujność niezwykłości i obfitości. Chciałabym być pochłonięta przez ten szał buchającej młodością, życiem żywym aż do granic możliwości, nieokiełznanej, intensywnej, dzikiej natury. Czerpać z niej nieprzebraną radość istnienia. Czuję to. Jestem zielonym pączkiem, który czeka na ciepły promień słońca...
Wokół ludzi dla mnie najważniejszych
niedziela, 14.marca.2010, 21:41Ten niedzielny sulechowski poranek był nie do przebicia: uciekanie przez taras od Ołena, sztuczne rogale o chemicznym posmaku i różowe wino na śniadanie, no i te swobodne rozmowy. Wprost świetnie mi się z Tobą rozmawia! Mam wrażenie, że odkryłam w Tobie pokrewną duszę, osobę, której zawsze mi brakowało.
Dziękuje Wam wszystkim za to, że jesteście. Jestem szczęśliwa, że spotykam na swojej drodze takie osoby. Sprawiacie, że moje życie nabiera fantazji, żywych kolorów, temperamentu, ruchu. Po prostu nadajecie mu niekonwencjonalny rytm.
Myślę, że brakuje mi wiary w siebie i zdrowej oceny przekonań innych ludzi oraz własnych. Przesadnie przejmuję się zdaniem , jakie mają na mój temat inni.
Nadzieja i wiara, oto czego teraz właśnie mi brak.
Więc droga Olgo, pamiętaj kim jesteś i jaka jest twoja prawdziwa osobowość. Nie daj się zwieść temu konsumpcjonistycznemu, zakłamanemu światu, w którym rządzą pozory.
"Krocz spokojnie wśród pośpiechu i zgiełku, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.."
Wstawaj, życie to surfing, więc nie bój się fal.
środa, 4.listopada.2009, 20:42Moment.
Ta myśl, że już wszystko stracone...
Choć Ciebie straciłam, przypływu mnie fala nie zmyła.
Myśli drażniące serce i mózg, łzy, poczucie winy, żal, parszywy nastrój, nieprzespane noce, stracone szanse, dołujące sytuacje. Tak minęły całe 3 miesiące. Trzy miesiące, ćwierć roku. Jestem w stanie stwierdzić, że odpokutowałam własną winę przed samą sobą. Zapłaciłam dużą cenę za mój błąd. Nie było to ani łatwe, ani przyjemne. Nie mogłam wyrwać się z pesymistycznego toku myślenia, byłam przepełniona gorzkimi refleksjami na temat życia człowieka i miłości. Każdy dzień był niewyraźny, smętny i zlewał się z innymi w szarą masę płynącego czasu. Miałam świadomość, że wciąż stoję w miejscu, nie robiąc kompletnie nic ze swoim życiem.
W końcu przyszedł dzień, kiedy coś nagle się zmieniło.
Ile można tak trwać w poczuciu winy i zdołowaniu?
Poczułam, że muszę zamknąć za sobą pewien etap, który mimo całej swej niezwykłości i magii stał się przeszłością i już nie powróci.Czas już skończyć z oczekiwaniem na coś, co może nigdy nie przyjść. Muszę odnaleźć się w świecie bez niego.Zacząć żyć na nowo, z czystą kartą, nie patrząc wstecz, myśleć pozytywnie.
Strategia: Carpe diem ;)
wiele upłynęło dni, dni bez mojego udziału
więc czas już skończyć z oczekiwaniem na coś
co może nigdy nie przyjść
muszę ruszyć z miejsca, muszę pójść na spotkanie własnego spełnienia!
2004
grudzień (3)
2005
styczeń (5)
luty (5)
marzec (4)
kwiecień (6)
maj (5)
czerwiec (4)
lipiec (2)
sierpien (6)
wrzesień (3)
październik (4)
listopad (2)
grudzień (6)
2006
styczeń (6)
luty (3)
marzec (4)
kwiecień (3)
maj (5)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (3)
listopad (3)
grudzień (2)
2007
styczeń (2)
luty (2)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (2)
wrzesień (2)
listopad (1)
grudzień (1)
2008
styczeń (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
październik (2)
2009
styczeń (1)
kwiecień (1)
czerwiec (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)
2010
luty (1)
marzec (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (1)
2011
styczeń (2)
luty (2)
lipiec (1)
wrzesień (1)
październik (1)